Wojny.net

Galeria zdjęć z muzeów wojska, lotnictwa, kolejnictwa, komunikacji miejsckiej i jeszcze paru innych ciekawych miejsc...

Muzeum Kolei Izraelskich w Hajfie nie jest placówką dużą. Nie jest nawet placówką średnią. Parowóz posiada jeden, na dodatek wąskotorowy. Ale za to jak jest urządzone... Każdy eksponat jest pieczołowicie odmalowany i zakonserwowany. Najmniejsze rysy usunięte,wszystkie śrubki dokręcone, łożyska nasmarowane. Salonka, którą jeździł Winston Churchill, królowa belgijska i cesarz etiopski została odrestaurowana, jej wnętrze zaaranżowano przy pomocy manekinów w strojach z epoki, wszystko jest wyczyszczone i błyszczące… Inne eksponaty też zostały wzbogacone o pasażerów i załogę, niekiedy wyglądających bardziej wiarygodnie niż eksponaty w muzeum figur woskowych. W porównaniu z większością muzeów kolejowych w Hajfie eksponatów mają mało, ale stosunku do nich mogłoby uczyć się wiele placówek europejskich. Osobnym zjawiskiem jest pan w kasie. Nie tylko sprzedał nam bilety, nie tylko zerwał się na nasze powitanie z wielką radością (byliśmy jedną z dwóch grup obecnych w tym momencie w muzeum), ale i doskonałą angielszczyzną zaczął opowiadać nam o wszystkim, co tu jest, co możemy zobaczyć, skąd co się wzięło i ile czasu który wagon spędził już w muzeum. Przygotował nam całą trasę zwiedzania i usilnie nalegał, żebyśmy po obejrzeniu ekspozycji garażowej i plenerowej przeszli po kładce do dawnego budynku stacyjnego, obejrzeć wystawę medali i pamiątek kolejowych. Z dużym żalem musieliśmy się od niego uwolnić, bo sama empatia nakazywałaby zostać w muzeum jeszcze przynajmniej kilka godzin, tylko po to, by uczynić zadość pasji jego opiekunów. Niestety, krótkość czasu stanęła na zawadzie... Poza parowozem i salonką na terenie muzeum znalazło się miejsce dla wagonu szpitalnego, drezyny i trzech spalinówek. Kolekcję uzupełnia kilka przypadkowych wagonów, dwa żurawie parowe oraz trzy bardzo ciekawej konstrukcji traktory kolejowe. No i przewoźny bunkier. Dojazd Dojazd do muzeum kolejnictwa jest nieco karkołomny. Mapka, którą można zobaczyć w galerii obok, jest bardzo pomocna, jednak... nie jest dostępna nigdzie poza ulotkami, które dostaje się już w samym muzeum. Samochodem trafienie we właściwą bramę w dzielnicy portowej, ukrytą przy rondzie pod wiaduktem zajęło nam dobrych 20 minut, przy czym kilka razy odwiedziliśmy to samo miejsce i zaangażowaliśmy w sprawę panów stanowiących załogę miejscowej karetki. Po angielsku nie mówili, po hebrajsku my nie mówiliśmy (oni zresztą też dość słabo...), w końcu wspólnym narzeczem okazał się rosyjski. Nie wiedzieli, każdy powiedział nam coś innego, kazali pojechać na koniec miasta, ale w końcu zrobiliśmy jeszcze jedno kółko częściowo w oparciu o ich teorie i... Eureka! Można też ponoć do muzeum dojechać komunikacją miejską, która w Hajfie działa nawet w szabat (chociaż z mniejszą częstotliwością niż zwykle). Grupy 20-osobowe mogą też zamówić sobie zatrzymanie się pociągu na stacji muzealnej. Na Warszawie Głównej takich luksusów nie ma.